Magia (zabawek) znowu działa!
Seria "Toy Story" to amalgamat różnych rzeczy, które mają jedną cechę wspólną - są po prostu wysokiej próby. Jeśli po cichu liczyliście na to, że z biegiem lat coś się w niej zużyło, zepsuło albo zeshrekowaciało (tfu!), to zejdźcie mi z oczu, odrażające człekokształtne sępy... A właśnie, że jest wspaniale!

1... 2... 3!
Pierwsza część powstała hen w mrokach dziejów, bo aż 15 lat temu! Wiem, że trudno uwierzyć...
U jej podstaw legło genialne spostrzeżenie, że jeśli chcemy zrobić film wyłącznie w technice animacji komputerowej (tzw. CGI), to jego bohaterami nie powinni być ludzie, tylko coś - przepraszam za oksymoron - w naturalny sposób sztucznego. Jednocześnie jednak twórcy ewidentnie chcieli zdobyć sympatię widzów. Pomyślmy: sztuczne, sympatyczne, animacja... dzieci... No jakby nie patrzył, musiało paść na zabawki - a przynajmniej ja tak lubię to sobie wyobrażać.
W efekcie powstała historia, za którą słusznie można szaleć. Przygody Chudego, Buzza Astrala i całej reszty nietuzinkowych postaci z pokoju Andy'ego znakomicie sprawdziły się na ekranie. Poza dopracowaną grafiką wyczarowaną z komputerów widz miał do czynienia z ładną muzyką (cudowny, z lekka "kowbojski" motyw "Ty druha we mnie masz" zaśpiewany przez Sojkę jest równie dobry, co oryginalne wykonanie tego przeboju), zabawnymi gagami i aluzjami, a także mądrą fabułą.
Ponieważ film był przeznaczony (głównie) dla dzieci, nie mogło w nim zabraknąć dydaktyzmu spod znaku oświeceniowego "uczyć bawiąc" (hm, a to da się inaczej?...). Autorzy nie poszli jednak na łatwiznę. Zamiast udawać równiachy albo pouczać, postanowili opowiedzieć prawdziwą historię o przyjaźni, z całym bagażem komplikacji i decyzji jakie ona niesie, a widz, czy to mały, czy już dorosły, niech sam się zastanowi jak ona się ma do jego prawdziwego życia.
Dziś już mało interesuje mnie to, jak bardzo różni się ówczesny standard grafiki cyfrowej od obecnego, natomiast świetnie pamiętam, że dojrzałość w przedstawieniu tych problemów daleko wykraczała poza dziecinny pokoik. Przyjaźń, złość, zazdrość, egoizm, lęk przed odrzuceniem, samotność, odwaga, miłość, wrogość, odpowiedzialność, smutek, przywództwo i lojalność - w filmie znalazła się tak bogata paleta ludzkich emocji, postaw i doświadczeń, że i Szekspir by się nie powstydził.
I chociaż fabuła pełna była fajerwerków, to nie szwankował w niej sens, a poza fragmentami w szaleńczymi tempie było też wystarczająco wiele miejsca na poznawanie bohaterów i zastanawianie się nad motywami ich działań. Kiedy nastąpiło (naturalnie szczęśliwe) zakończenie nikt nie miał powodu do narzekania, że jest jakieś takie słodkie. Zarówno zabawki jak i widzowie solidnie sobie na nie zasłużyli.
Co ciekawe, kiedy 4 lata później do kin weszło "Toy Story 2", można było dokładnie powtórzyć recenzję z pierwszej części. Wszystkie elementy, które tak dobrze zagrały za pierwszym razem, sprawdziły się i za drugim. Chodzi oczywiście o składniki filmowe, bo fabula, przy całej prostocie głównej linii, nie była prostą kalką. Gdy Chudy zaprzyjaźnił się w końcu z przybyszem Buzzem, nastąpiły zupełnie nowe wydarzenia mobilizujące zabawki do działania, w którym znów przyjaźń, złość, zazdrość, egoizm... i cała reszta stworzyły mieszankę podobnie wybuchową. No, może nieco słabszą, ale mieści się to w granicach sporów w doktrynie, a nie spadku klasy.
I oto po ponad 10 latach przywitaliśmy "Toy Story 3"... która znów delikatnie odbija w górę, a pod pewnymi względami nawet podnosi poprzeczkę w stosunku do części pierwszej!
Nowa jakość
Krótka recenzja trzeciej części: było bardzo dobrze i nadal jest bardzo dobrze. Aż dziwne, jak można tak długo jechać takim stylem - niemal jak Małysz i jego słynne "dwa równe skoki". Znów sprawdziło się to, co sprawdzone, ale fabuła i technika znów poszły do przodu.
Czas upływa i Andy, dawniej uroczy, pełen energii i wyobraźni dzieciak, wybiera się już na studia. Na kilka lat opuści dom, a gdy wróci, to już z pewnością nie będzie taki sam, o czym dobrze wie jego mama. Andy nieodwołalnie dorasta. Ale co wobec tego z jego ukochanymi zabawkami? Z perspektywy naszych bohaterów to poważne pytanie o przyszłość. Widać więc, że scenarzyści ani na jotę nie stracili zdolności do wychodzenia ważnym tematom naprzeciw, zamiast osiąść na mieliznach bezpiecznego sequela.
Nowa jest także technika i tym razem ponownie warto poświęcić jej więcej uwagi. Pierwsza część "Toy Story" była przełomem, bo nikt wcześniej nie zrobił pełnometrażowego filmu wyłącznie w komputerze. Druga "tylko" podniosła jakość wykonania. Obecna zaś wprowadza trzeci wymiar i jest to znów sukces. O kilka miesięcy szybszy w tym okazał się "Avatar" Camerona i "Alicja" Burtona, ale chyba dopiero ten film łączy perfekcję warsztatową w tej jeszcze ciągle nowej technice ze wspomnianym wcześniej bogactwem psychologicznym oraz wysoką świadomością artystycznego przekazu. Swoją drogą dobrze, że do jego realizacji nie doszło wcześniej, kiedy technika 3D nie weszła jeszcze z przytupem do kin.
W przeciwieństwie do bezkresnych plenerów u Camerona ekipa tego filmu ponownie skupiła się głównie na pomieszczeniach i dało to dokładnie taki efekt, jakiego się spodziewałem: głębię planu widać dosłownie w każdym ujęciu. Szczęśliwie mieliśmy miejsca blisko wielkiego ekranu IMAX i rzeczywiście to, co w klasycznej produkcji tylko by denerwowało, czyli podążanie za wydarzeniami całą głową, a nie samym wzrokiem, wzmacniało poczucie bliskości miejsca akcji.
To sama tematyka w naturalny sposób sugerowała najlepszy sposób filmowania i chwała ekipie, że nie silili się na zbędne eksperymenty z przestrzenią, tylko do cna wykorzystali te atuty.
Kino wielkie i małe
Nie chcę zdradzać szczegółów, bo sam jestem bardzo zadowolony, że obejrzałem film ze świeżym umysłem, znając ledwie podstawę fabuły, ale trzeba powiedzieć, że w trzeciej części uwypuklił się problem przemijania.
Jasne, był obecny od samego początku, bo przecież pojawienie się nowej zabawki w pokoju (i w sercu Andy'ego) już w pierwszej części oznaczało "zmiany, zmiany, zmiany!". Ale gdy trzeba się zastanowić, czy czeka nas strych, czy już tylko śmie...tnik, to sprawy nabierają wagi egzystencjalnej.
Twórcy wcale nie starają się nią przygniatać ani nie wzięli jej z powietrza - to znów konsekwentnie wypływa z samej historii (wyrastanie z zabawek). Oni tylko nie zawahali się podążyć za jej logiką.
Raz jeszcze pochwalę ich za to, w jaki sposób starają się oswajać dzieci z zupełnie dorosłymi tematami, umiejętnie (czyli także nie przesadnie) dostosowując je do możliwości pojęcia przez małego odbiorcę. W tym sensie wychowywanie i dydaktyzm nie różnią się niczym specjalnym od dzielenia się przez artystę życiowym doświadczeniem z dorosłymi widzami. Dlatego można obejrzeć naszą "zabawkową" historyjkę jak pełnoprawny dramat, tylko że w cyfrowym kostiumie.
Dla odmiany warto też spojrzeć na nią jako czystą zabawę w kino, bo to się wcale nie wyklucza.
Doskonale bawiłem się notując nawiązania do takich zaskakujących w tym kontekście gatunków jak horror (w stylu przerażającej "Laleczki Chucky"), survival horror czy filmy więzienne (z "Ucieczką z Alcatraz" na czele), a wręcz ocierające się delikatnie o klimaty w rodzaju "Korczaka" (akurat byłby ładny patron tego myślenia o dzieciach), jak też bardziej oczywistych, takich jak komedia slapstickowa, western czy przygodowe kino akcji.
Nie zabrakło też jawnego postmodernistycznego pastiszu, parodii i ironii - swego czasu brawurowo zrealizowanych w "Shreku" - jak choćby w wątku Barbie i Kena (mimo wszystko melodramatem nie da się tego nazwać =} ), hm... odmiennego stanu świadomości Buzza czy samej postaci misia Tulisia.
Ci niedopracowani ludzie
Mimo długiej drogi, jaką ma za sobą animacja komputerowa, i wielu spektakularnych sukcesów, nadal zmaga się z problemem odwzorowania ludzkiej skóry. Twarz Andy'ego ma taką samą hipergładką fakturę jak twarz jego mamy (przecież powinny się różnić ilością zmarszczek), a obie sprawiają wrażenie plastiku, z jakiego wykonana jest głowa Chudego, i ten feler najbardziej rzucił mi się w oczy.
W "Toy Story 3" udało się już jednak realistycznie oddać zarówno sposób poruszania się jak i mimikę nastolatka. Gdyby nie skóra i niesforny kosmyk włosów, powiewający nienaturalnie płynnie, nie miałbym żadnych zastrzeżeń do gry (sic!) Andy'ego! Wspaniale, że na zbliżeniach jego twarzy udało się oddać przepływ myśli i emocji normalnego człowieka. "Avatar" z całym ludem Na'vi niech się schowa!
Innym, zresztą niesłychanie sympatycznym, ludzkim modelem jest Bonnie (w mniejszym stopniu także młodsza siostra Andy'ego). W dużej mierze zachowuje się jak rzeczywista mała dziewczynka, ale jako postać nie jest zbyt nowatorska - przywodzi na myśl dziewczynkę z "Potworów i spółka".
Skoro już o ludziach mowa - w polskim dubbingu najbardziej wyróżnia się Andrzej Grabowski jako Tuliś. Jowialny jak na misia przystało, zarazem jest też szorstki i gorzkawy, a nie słodki do bólu, co doskonale pasuje do odtwarzanej postaci. Ale i Arciuch świetnie mówi ustami Barbie (najlepiej, gdy użala się nad sobą i gdy recytuje konstytucję jak prymuska), a jej partner życiowy Bartłomiej Kasprzykowski wywołuje duży uśmiech rolą próżnego Kena.
W starym składzie jak zwykle furorę robi Emilian Kamiński jako Hamm - trudno określić na ile sprawia to jego ironiczny głos, a na ile świetne żarty sytuacyjne i charakter świnki-skarbonki. Dzielnie sekunduje mu Jan Kulczycki w roli Pana Bulwy oraz Tomasz Sapryk jako naiwny Rex. Pozostali - poza jeszcze główną trójką bohaterów - nie mieli okazji szerzej się zaprezentować.
Koniec?
Podobno nie ma planów nakręcenia czwartej części przygód dzielnych zabawek. Trochę żal, choć oczywiście bardzo trudno byłoby pociągnąć tę fabułę w pełnym metrażu. Na osłodę pozostają krótkometrażówki z tymi bohaterami, z których pierwsza ma się pojawić wraz z filmem "Auta 2".
Dzięki inicjatywie przyjaciół, którzy znają moją słabość do "Toy Story", obejrzałem ten film w dniu premiery - miło zauważyć, że nie tylko polskiej, ale i światowej! Plus jeszcze ten wielki ekran i akuratne 3D... Dla miłośnika tych filmów to naprawdę specjalne przeżycie. Warto było czekać i nastawiać się od miesięcy.
Ale to, co najważniejsze, to jednak mądra i poruszająca emocjonalnie opowieść, z którą mogłem się znowu spotkać. Oczywiście w wielu momentach dziko się śmiałem, ale kilka razy także popłakałem się jak bóbr, co na innych seansach nie zdarza mi się prawie nigdy (z niewielkimi wyjątkami, jak np. ostatnio przy powtórce "American beauty", ale nie aż tak). Może współcześnie już nie uchodzi pokazywanie dużych uczuć zupełnie serio i wprost, a bezkarnie można to zrobić dopiero w (zawsze nieco przerysowanym) świecie animowanym?
Mam nadzieję jeszcze wrócić do tej części "Toy Story", na przykład aby porównać wrażenie przestrzenności na mniejszym ekranie albo żeby posłuchać jak zagrali aktorzy w oryginale, po angielsku (tudzież hiszpańsku ;-} ). Już tęsknię, choć seans skończył się zaledwie kilka godzin temu...
To, jak Andy w końcu załatwił sprawę rozłąki ze swoimi zabawkami (zwłaszcza w niesamowicie wzruszającej i pięknej scenie w ogródku!), a także jaki udział miał w tym Chudy, nadal tkwi mi w głowie. Cóż z tego, że to tylko animki i zabawki? Gdy mówi się do widza szczerze, poważnie i na temat, to zawsze wychodzi coś dobrego. Na przykład ten film.
pawelokopien
Nic dodać nic ująć.
No po za równie genialnym shortem day&night; chociaż ostanie przygody chmurki były również niezwykłe.
Jestem ciekaw co z hiszpańskim dubbingiem ;)
kocio
Przyjaciółka powiedziała, że za długie - z czym się zgadzam, bo pisałem na gorąco, bez planu, i pewnie można było parę rzeczy uogólnić, no ale wolałem od razu, bo film warty pochwalenia.
DnN to rewelacja: nie dość, że równie mądra i dydaktyczna treść, to jeszcze jest niesamowitym połączeniem 2D i 3D - na to chyba nikt nie wpadł przed nimi!
Też nie wiem co z hiszpańskim, ale może muszą się zadowolić informacją że nastąpiła zmiana języka. =}
ubiquit
Fakt iż niektóre serie nie matowieją napawa optymizmem. Zwłaszcza w kontekście najnowszego Shreka.
kocio
A co to jest w ogóle? Tylko plakat widziałem.
ubiquit
Shrek Forever to oczywiście kolejna część przygód ogra. Co ciekawe są tu pewne analogie do TS3; oba te filmy mają zamykać sagi, oraz są w 3D. Jednakże dla najnowszego Shrek recenzenci nie byli tak łaskawi do tej pory.
kocio
Się domyśliwam =} chodziło mi tylko jakie to wyszło. Jeśli jednak to najsłabsza część, to ja wysiadam - już "Shrek Trzeci" mnie rozczarował (2 też było nudne).
A propos - kolejny pełnometrażowy film 3D, o którym akurat zapomniałem w recenzji, to "Jak wytresować smoka". Czy może jeszcze coś było ostatnio?
marsjaninzmarsa
Przecież nawet polskiej premiery jeszcze nie było... Sam idę w piątek (nie, nie za swoje pieniądze ;) ), to dam znać jak było - co najmniej krótka notka pójdzie. :)
A w 3D było też chyba Up i Bolt - nawet z tego samego studia... ;)
habdank
Przekonałeś mnie, muszę nadrobić zaległości.
kocio
O ile tylko dobrze zrozumiałem, szykują się do wypuszczenia dwóch pierwszych części także w 3D, więc może warto poczekać. =}
Ciekawe, że w tym przypadku te ponowne wydania to nie będzie rekonstrukcja w rodzaju Kina RP czy kolorowania Flipa i Flapa, gdzie z pomocą twórców albo na własny nos odwraca się uszkodzenia, realizuje na nowo pierwotną wizję lub wręcz coś się dorabia, tylko wykorzystanie technicznego potencjału filmu. Przecież "Toy Story" od początku powstawało w 3D, a materiał cyfrowy się nie niszczy z czasem.
marsjaninzmarsa
Źle zrozumiałeś - pierwsza i druga część w 3D trafiła do kin jakieś 2 miesiące temu... ;)
Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook