Filmaster

your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Nuda w Paryżu

Gdyby wierzyć recenzjom, ten film powinien być jedną z pereł w filmografii Woody'ego Allena, tymczasem z dość błyskotliwego i bardzo allenowskiego pomysłu (przyznaję!) wyszło filmidło przeciętne. Da się je obejrzeć bez przykrości, ale nie sposób się nim cieszyć.

To w sumie fajnie, że Allen kręci filmy po dziś dzień, i to z podziwu godną regularnością, że nie udał się na artystyczną emeryturę. Muszę jednak przyłożyć zupełnie inną miarę do jego genialnych dzieł jak "Zelig" czy "Purpurowa róża z Kairu", a nawet takich udanych jak "Seks nocy letniej", a zupełnie inną do ostatniej produkcji.

Znacie taki zabawny bon mot: "nostalgia nie jest już taka jak dawniej..."? Allen, umysł może nieco tradycyjny, ale zawsze pełen bezpardonowego wglądu w ludzką kondycję, postanowił nieco popastwić się nad tą ludzką przypadłością, a że sam od niej wolny nie jest (m.in. gra w zespole jazzu tradycyjnego), zrobił to z wyrozumiałością i przyjaznym humorem.

Główny bohater, Gil, to niemal młodszy klon reżysera - amerykański artysta-intelektualista często bez wyczucia konwenansów, a jednocześnie równie często obawiający się ich siły. Wykształcony jest o tyle o ile; w konfrontacji z prawdziwym erudytą sprawia raczej wrażenie półinteligenta z pretensjami, a zwłaszcza czułego na swoim punkcie i nie wahającego się użyć najbardziej żenujących chwytów w obronie swojej pozy.

Gil, który marzy o byciu pisarzem w Paryżu, skąpanym w deszczu (szczyt pretensjonalności), trafia do swojego miasta marzeń wraz z narzeczoną i jej rodzicami. Ci nie są oczywiście ani trochę mniej złośliwie sportretowani - nie mają nawet tych śmiesznych aspiracji, co Gil, interesują ich głównie interesy i zakupy. Przyjaciele narzeczonej Inez to z kolei ustabilizowane snoby. Przy wszystkich tych postaciach Gil wygląda najbardziej ludzko.

Kiedy pewnej nocy w niewytłumaczalny sposób zostaje zabrany do Paryża lat 20., traci głowę. To przecież jego Święty Graal! Nie śmiał nawet marzyć, że pozna osobiście Fitzgeraldów, Gertrudę Stein, Hemingwaya czy Cole Portera, a tu - proszę! Gorzej jeszcze, w tym fantastycznym świecie poznaje cud dziewczynę, kochankę Picassa i paru innych sławnych artystów. Z tym, że gdy się już w niej zakochał, okazuje się, że ona także marzy o "starych dobrych czasach" i nie chce zrozumieć, że one są właśnie w jej czasach...

Ten pomysł na skompromitowanie klęczenia przed wyidealizowaną Przeszłością ociera się o geniusz: wystarczyło unaocznić, że gdy nawet już się w niej (jakimś cudem) znajdziemy, nostalgia ma twarz zawsze zwróconą jeszcze bardziej w tył.

Niestety, Allen bezkompromisowy filozof i psycholog przegrał sam ze sobą. I to nie z Allenem-romantykiem, zapatrzonym w zakochanie, bo te romanse są nawet sympatyczne i chętnie się obcuje z tymi postaciami, bo to wrażliwi, ciepli ludzie. Film powalił Allen-montażysta, który zostawił zbyt długi wstęp, zanim zaczął dochodzić do rozważania natury nostalgii. Na pałę z minusem oceniłbym całą sekwencję przed napisami, gdzie oglądamy wyłącznie obrazki z Paryża, jak jakiś pokaz slajdów z zapomnianym komentarzem...

Cóż, za mało materiału do zastanowienia powoduje, że można było z tego filmu zrobić genialną krótkometrażówkę. Bo włóczenie po Paryżu jest smakowite (żeby nie było: wiem to z autopsji!), ale tylko na żywo. Epatowanie klimatem nic nie daje, jeśli się nie umie go wyczarować na ekranie, tylko próbuje przekazać w skali 1:1.

Mało też w filmie naprawdę zabawnych momentów, a jestem na to, jako miłośnik satyry jako dziedziny sztuki, bardzo wyczulony. Śmieszne jest ścieranie się Gila z przyszłym teściem. Rozbawiła mnie jego natchniona argumentacja, w której rzucił znienacka, że artyści Belle Epoque marzą o Renesansie, a tamtejsi z kolei marzyli o gonieniu po stepie za Czyngis Chanem - może to zwykłe zapędzenie się bohatera (Czyngis Chan jak wiadomo artystą raczej nie był, zwłaszcza na stepie!), a może abstrakcyjny żart mistrza Allena-satyryka, który sugeruje, że nostalgia to w gruncie rzeczy dość prymitywna ciągotka. No i Adrien Brody w roli nadekspresyjnego Dalego - po prostu przepyszna rólka (z nosorożcem)! Ale takie momenty dało się policzyć na palcach u obu rąk. Szkoda, poza błyskotliwą refleksją mogła być to przynajmniej także żywiołowa komedia.

Co do mnie film mnie nie przekonał, a tylko miło wiedzieć, że umysł reżysera nadal potrafi mnie zaskoczyć celnością. Niemniej na przyszłość będę pamiętał tylko wspomniany na początku aforyzm o nostalgii - jest tak samo celny, a wcale nie przegadany...

kocio Daniel Koć

umbrin umbrin

Też uważam, że to tylko film na jeden raz po obiedzie i Allen miał wcześniej sporo znacznie lepszych filmów. W dodatku bardzo mi przypominał "Ile waży koń trojański", więc sam pomysł mało odkrywczy. Z kategorii lekkich komedyjek wolę już "Cztery wesela i pogrzeb".

.

kocio kocio

Tym bardziej jestem zaskoczony, że podostawał po 8 gwiazdek od michuka, verdiany, krasnala i Habdanka (tylko lamijka się wyłamała i też dała 6)! Niestety żadne z nich nie napisało dlaczego tak wysoko, więc nie rozumiem.

.

doktor_pueblo doktor_pueblo

Pierwsza wyłamała się Esme, dając 5 gwiazdek i to właśnie po tej opinii postanowiłem jednak nie iść na to do kina.

.

lapsus lapsus

Jako rozrywka, optymistyczny odjazd, wizualna uczta, bezpretensjonalna (sic!) zabawa w kino - świetny. Allen nie zrobi już filmu takiego jak kiedyś i do tego potrzeba się przyzwyczaić. Choć rozumiem, że w porównaniu do arcydzieła, jakim był dla Kocia film "S@motność w sieci", to nowy Allen może rzeczywiście mierzić.

.

kocio kocio

@lapsus: No właśnie - a propos "wizualna": "S@motność w sieci" wygrywa właśnie wysmakowanymi zdjęciami i grą aktorów, mimo nienadzwyczajnej fabuły ma klimat do oglądania (dosłownie, bo można nie słuchać za bardzo i nie brak dźwięku =} ), natomiast "O północy w Paryżu" jest ładnie zrobione tylko w sekwencjach historycznych, których jest za mało - dzisiejszy Paryż jest sfilmowany kompletnie bez polotu, z tego filmu nie wpadłbym na to, że to piękne miasto.

Jakby powiedział Bond, James Bond: "Inteligencja to za mało".

.

lapsus lapsus

No bo tak to miało być chyba, żeby kontrast był między współczesnym Paryżem a tym wymarzonym.

.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook