Filmaster

watch.review.share

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Pozytywne wibracje

To było od początku podejrzane - wszyscy chwalą ten film w recenzjach, a jest on nie tylko strasznie ogólny, ale jeszcze wspominkowy.

"Wszystko co kocham" jest dokładnie o wszystkim, co może być ważne dla każdego młodego człowieka: o wolności, przyjaźni, miłości, muzyce, seksie, buncie, rodzinie i wkraczaniu w dorosłość, czyli podejmowaniu własnych poważnych wyborów.

Zupełnie na upartego można podsumować, że to film o młodości, w dodatku przypadającej mniej więcej tam i wtedy, kiedy młodość scenarzysty i reżysera: u schyłku PRL-u gdzieś nad morzem. Ale to podsumowanie jest chyba zbędne, bo wtedy już zupełnie nie będzie czuć tej mozaiki, jaką zafundował widzom Jacek Borcuch.

Inny kraj

Choć czasy były nieszczególne,
klimaty raczej nieciekawe,
no czy pomyślałbyś, jak niewielu dziś
zdaje sobie sprawę,

Że to co widzisz wokół teraz,
a co w pamięci pozostaje,
no nie pomyślałbyś - to dziś
dwa całkiem różne kraje.

Polska w filmie to autentycznie niedzisiejsza rzeczywistość, może dziwna, ale oddana z takim pietyzmem, że stanowi wizualną całość. Kiedy na początku filmu para idzie ulicą, to za plecami ma mur popisany paskudnymi szablonami, szkoła ma obowiązkowo betonowe wejście, a blok z garażami - odpowiedni kolorek.

Kiedy przyjaciele robią imprezę na wydmach, to, co w pierwszej chwili wziąłem za butelkę Coli, okazało się - pewnie tanim - winem, a gdy bohater sięgał za pazuchę to nie, jak odczytałem, po komórkę, ale po kartkę, żeby na niej zapisać jakiś tekst do piosenki podesłany przez natchnienie.

W sumie wspaniała robota scenografa, rekwizytorów jak i kostiumiarzy.

WCK

Co może znaczyć ten skrót? Walić Całą Komunę? Nie - "Wszystko co kocham". Trochę to dziwna nazwa jak na zespół punkowy...

I tak naprawdę z muzyką dzieje się coś szczególnego. W filmie nominalnie występuje punk, ale jest go dosyć niedużo. Większość ilustruje muzyka Daniela Blooma - towarzysza z podwórka reżysera, a zdaje się zarazem brata - którą mógłbym określić jako ambient.

W jakimś stopniu ten wybór przypomina mi "Paranoid Park", choć tu nie jesteśmy wtłaczani w muzykę tak totalnie, to jednak tylko chwile samotności, zamyślenia bohatera.

Ludzie

Trudno mi było powiedzieć, dlaczego ten film jest bardzo dobry, skoro na niczym szczególnie się nie skupia i fabułę ma dosyć pretekstową, ale już wiem - to dzięki ludziom.

WCK opowiada o groźnej chwili historii, i to niemal w samym centrum wydarzeń, a tu niespodzianka - nie odczuwa się prawie zagrożenia. A to stąd, że ludzie nie siedzą z zaciętymi minami i często się po prostu uśmiechają!

Ostatni taki pogodny film, jaki widziałem, to było jakieś dzieło afrykańskie i wydawało mi się to strasznie sztuczne, ale chyba nie było. U Borcucha nie tylko dziewczyna patrzy rozanielona na swojego chłopaka, także przyjaciele uśmiechają się zwisając na trzepaku, ojciec - z początku zdawałoby się oschły, bo mundurowy - też umie się uśmiechnąć...

Młodzi aktorzy wspominają w pracy partnerskie podejście reżysera, jego skłonność do dawania im wolnej ręki. I to zaprocentowało - postacie są bardzo naturalne, co oczywiście najbardziej rzuca się w oczy w postaci Janka, głównego bohatera.

Ale i Chyra się wykazał: nie zdominował ekranu, jego ojciec to postać łagodna, przyjmująca nawet denerwujące pytania o mundur bez zacietrzewienia. Szary, zmęczony człowiek, który potrafi przyjąć skromny prezent i załatwić synowi sprawę, a nie gwiazda polskiego aktorstwa. Scena po śmierci babci wyglądała jak żywcem wyjęta z Koterskiego - ojciec i syn gadają zupełnie niemal bez sensu, tylko siwe oczy Chyry zdjęte bólem i bezsilnością grały prawdziwe emocje. To było niesamowite.

Na drugim planie widoczna Herman przekształcona w sfrustrowaną i zaniedbaną mężatkę, a także Kollasińska - prawdziwe zwierzę sceniczne, elektryzuje samym pojawieniem się w kadrze i swoim zachrypłym głosem!

Klimatycznie

"Gdy miłość miała smak oranżady" - głosi hasło na plakacie i... kłamie! To obietnica wspominek, lep na 40-latków spragnionych rajcowania się PRL-em wśród wtajemniczonych, którzy go jeszcze zaznali.

Borcuch - jak to ujął ktoś z odtwórców głównych ról - stworzył na planie bańkę, w której byli oddzieleni od zewnętrznego świata. Cały ten klimat znalazł się na taśmie, film jest jedynie o tym zamkniętym, pozytywnym mikrokosmosie, a nie o kombatanctwie ani o zapomnianych słodyczach PRL-u. Bunt jest tam uniwersalny, tylko akurat umiejscowiony w tym czasie. Miłość do muzyki i spontaniczność także. A wolność na koniec to nawet kiczowato symbolicznie została oddana.

Porównajmy to sobie choćby z "Marcowymi migdałami", gdzie akcja skupia się wokół traumatycznych wydarzeń z 1968! Ten film jest tylko o tym pokoleniu, dla innych pozostaje zapisem z przeszłości, rodzajem świadectwa. "Wszystko co kocham" nie jest tak hermetyczne, dopuszcza wszystkich, którzy sami przeżyli kiedyś młodość albo właśnie nią żyją.

Czy pogodny, nieco melancholijny klimat wystarczy, żeby nakręcić najlepszy chyba polski film fabularny 2009? Wygląda na to, że tak - o ile jest się jackiem Borcuchem. Uległa mu eksperymentalna "Wojna polsko-ruska", poddał się sprytnie wymyślony i świetnie nakręcony "Rewers". Pokonał go tylko "Królik po berlińsku", ale to jednak (para)dokument.

Nie pogniewałbym się, gdyby inni nieśmiali reżyserzy i producenci z ciepłymi fabułami w zanadrzu, po sukcesie WCK zdecydowali się je zrealizować. Może ktoś zauważy, że nie tylko zepsute "Galerianki" fascynują ludzi, i nie każdy koniecznie chce zamieszkać w "Domu złym"?

To nie znaczy, że filmy trudne, demaskatorskie i społecznie zaangażowane nie mają racji bytu, tylko że nastąpił niezdrowy przechył i brak takich z pozytywnymi wibracjami. Chwała Borcuchowi, że postanowił się na serio podzielić czymś dobrym, co zapisało mu się w pamięci.

Niczego mi nie brakowało,
byłem karmiony i kochany,
rodzina ciężko pracowała,
bym żył w warunkach cieplarnianych.

Nikt mi uwagi nie odmawiał,
chłonąłem rzeczy i zjawiska,
tata mnie woził do Wrocławia,
bym mógł oglądać słonia z bliska.

[Piotr Bukartyk, "Inne kraje"]

Szczęściarz...

kocio Daniel Koć

Zaloguj się aby skomentować

Oferma Oferma

Widzę szósteczkę za scenariusz. To jedyne w czym się z Tobą zgadzam ;)
Kocio, chwalisz robotę scenografa, rekwizytorów. Czy naprawdę zasługuje ona na pochwałę, czy po prostu zrobili to co do nich należało, tak jak w tysiącach innych filmów opowiadających historię z przeszłości? Czy naprawdę te parę gadżetów i wybranie spośród setek betonowych osiedli tego jednego zasługuje na szczególną pochwałę? Ten film, podejrzanie się wszystkim podoba i zastanawiam się czy kinowe bilety nie są nasączane jamimś tajemniczym środkiem odurzającym ;) Widziałem ten film dwa razy w domowych pieleszach (nie powiem jakim cudem, nie pytać) i na mnie film nie zrobił wrażenia.
Wracając jeszcze do scenografii to wg mnie była conajwyżej przeciętna. Zabrakło mi zupełnie dalszych planów osiedla, wiele ujęć ewidentnie unika "złapania" otoczenia, a to ważna rzecz o której nie można zapominać. W trakcie seansu nie mogłem pozbyć się wrażenia, że to na co patrzę to scena ograniczona zabiegami scenografa, ale milimetr w prawo lub w lewo a dostrzegłbym fragmenty prawdziwej, współczesnej rzeczywistości. Ja nie miałem poczucia realności świata przedstawionego w filmie.
Mniejsza z tym, powtarzając się, cieszę się, że film się podoba, nawet jeśli jest to efekt nasączonych biletów ;)

.

lapsus lapsus

Ale serio, Oferma, czym nasączają? I czy we wszystkich kinach, czy tylko w niektórych? A jeśli w niektórych to uchyl rąbka tajemnicy, dobra? Nie musi być na forum, możesz mi pisać na priv ;)Obawiam się tylko, że moje nadzieje mogą okazać się płonne i pozostanie mi tylko wąchanie farby drukarskiej z ulotek:(

.

Oferma Oferma

A o to już mój drogi lapsusie, musisz spytać Kocia, Michuka lub Czare, bo oni ewidentnie trafili do kin gdzie bilety przed podaniem maczane były przez kasjera w jakimś tajemniczym likworze (swoją drogą, aż dziw, że jeszcze nikt tego nie zauważył).
Co do wąchania farby, to uważaj. Znam kilku facetów którzy mają od wąchania gąbki zamiast mózgu ;)

.

kocio kocio

Właśnie powąchałem oba zachowane bilety - zwykła farba drukarska. =}

Faktycznie miałem trochę wrażenie, że za rogiem już tych dekoracji nie ma i że wystawili je trochę zbyt nachalnie, ale scenka z wyjmowaniem kartki zamiast komórki podpowiada mi, ze to raczej siedzi w mojej głowie, niż wina produkcji.

.

michuk michuk

A ja nie miałem zupełnie takiego wrażenia. W ogóle na scenografię nie zwróciłem uwagi poza kilkoma miejscami - m.in. napisy na supermarkecie mijanym przez bohaterów - wędzone, marynowane... etc.

Ten film miał inne wady, głównie techniczne. Gdyby była ocena na Filmasterze za dźwięk, dałbym pewnie 3 albo 4. Muzyka, mimo że ładna, też nie zawsze mi pasowała i była zdecydowanie za głośna, stąd tylko 5/10.

Ale ogólne wrażenie po wyjściu z kina miałem bardzo pozytywne. Nie wiem na ile spowodowane tym, że sam w młodości słuchałem punka, pijałem tanie wina i też byłem takim trochę zbuntowanym/romantycznym nastolatkiem jak główny bohater (choć w zupełnie różnych czasach), a na ile tym, że film po prostu dobrze oddał klimat tamtych lat. Grunt, że nie miałem poczucia obciachu jak na wielu polskich produkcjach, a Borcuchowi udało się mnie pozytywnie zakręcić, opowiadając przy okazji fajną historię.

.

kocio kocio

A propos muzyki - nie dało się zrozumieć słów w wielu momentach - nie żeby to było najważniejsze, ale dziwnie jak na film cokolwiek muzyczny.

Z plusów technicznych z kolei dałbym obróbkę barwną - sceny nad morzem piękne nie ze względu na samo ujęcie kamerą (choć też fajne ujęcia, nie centralne często, ale jakby "podglądane", w kadrze kawałek framugi np.), ale na zestaw barw - intensywny błękit nieba, złotozielone trawy, włosy bohaterów... Cudo.

Plakat też mi się podoba. Jest chyba moda na takie mozaikowe (Bond/Popiełuszko, Wojna polsko-ruska), ale tu pasuje jak ulał i każdy obrazek ilustruje jakąś część życia Janka. Zresztą na nim też widać rozmaite zestawy barw.

.

michuk michuk

Muzyka zespołu to akurat punk i tak to właśnie brzmi najczęściej i na próbach i na koncertach. Gdyby było wyraźniej, byłoby nierealistycznie.

Ja pisałem o muzyce "dekoracyjnej" Blooma.

.

Oferma Oferma

To siedzi w wielu głowach i zadaniem filmowców jest zastosować odpowiednio dalekie plany ujmujące otoczenie świata akcji żeby stworzyć wrażenie ciągłości i realności "pozaplanowej". To min. dlatego w wysokobudżetowych filmach kostiumowych i nie tylko pojawiają się dalekie plany miast, ulic itp itd. Kosztuje to masę kasy i wiele roboty scenografów i speców od grafiki komputerowej (coraz częściej) ale te kilka krótkich sekwencji zwykle wystarcza żeby scenę filmu zmienić z pseudoteatralnej w coś bardziej rzeczywistego dla widza. W WCK budżet był niski, ale Borcuch powinien był się szarpnąć i ustroić jakiś fragment trójmiejskiej aglomeracji :)

.

lapsus lapsus

@Oferma Obawiam się, że na Twoją dobrą radę już za późno i spokojnie możesz dopisać mnie do swojej listy . Sad but true.

.

Oferma Oferma

no ale ta Twoja gąbka jakoś daje radę :)

.

delirus delirus

Film: 8, reżyseria: 8, a zdjęcia: 9? Byłem w kinie i wynudziłem się jak mops, choć nie uważam pieniędzy na bilety za wyrzucone w błoto.
Nawet jak na polskie realia, ten film to krok do przodu, ale nadal bieda okrutna - i komercyjnie, i artystycznie. Film, mam wrażenie powstał tylko i wyłącznie dla ludzi, którzy żyli w tamtych czasach i nie trzeba im sugestywnie tłumaczyć pewnych rzeczy, bo wszystko pamiętają jak dziś i na własnej skórze. A to błąd. Duży. Muzyki mało, czadu mało, no i kolejny polski film (np. po "Rewersie" czy "Zero"), w którym sceny łóżkowe są zmysłowe jak strajkujący górnicy na ulicy Wiejskiej.
To, co mi się podobało, to opis dojrzewania w PRLu, podejmowanie trudnych wyborów, bezsilność wobec świata i zderzenia idealizmu z betonem, choć i ten motyw, mimo że dość nośny, to nie do końca wyeksploatowany. Póki co, najlepszym filmem o czasach komunistycznych jest dla mnie nadal "Życie na podsłuchu".

.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook